Zmiana rozmiaru tekstu

-A A +A

Space

 

Pierwszy wyjazd za nami (Portugalia)

filmik by Zosia Kulus

http://www.youtube.com/watch?v=bSZVcZMvmdM&feature=youtu.be

Rzadko marzenia stają się rzeczywistością, zwłaszcza kiedy przed nimi są tysiące kilometrów przeszkód. A jednak - tym razem się udało, grupa licealistów stanęła na portugalskiej ziemi i mimo, że latali w chmurach to nie było to sen, a prawdziwe życie.

Godzina 4:40, czyli odjazd pociągu z Wolsztyna do Poznania, nie przestraszyła naszych podróżników. Pierwsze zachwyty miały miejsce w czasie lotu do Londynu, kiedy samolot wzbił się w niebo zniknęły szare chmury i mgła, a zaświeciło słońce, co było znakiem udanej wycieczki. 8 godzin czekania w kolejce do lekarza byłoby męczące, ale tyle samo czasu spędzone na lotnisku Stansted w Londynie nikogo nie znudziło. W Porto wylądowali około 21, a do ich miejsca pobytu zostało 120km. Podczas jazdy autobusem wytężali swoje oczy, żeby uchwycić w ciemności ślady jakiejś cywilizacji. Trafili do rodzin mieszkających w Monção, Valençi i Parades de Coura. Każdego ranka po przebudzeniu mogli zobaczyć piękne krajobrazy, a szczęśliwcy mieszkający w Valençi byli tylko 1km od Hiszpanii. Wszyscy pewnie myślą, że czas spędzali wygrzewając się na słonecznych plażach ale niestety – powitało ich zimne, wilgotne powietrze, więc bikini i kąpielówki trzeba było schować do torby, a wyciągnąć z niej kurtkę przeciwdeszczową! Nie mogli się nawet ogrzać ciepłą herbatą bo... Portugalczycy jej zwyczajnie nie piją! Wlewają tylko w siebie litry kofeiny. Każdy z nich poznał wielu ciekawych ludzi, zawarł nowe znajomości. Poznawali tamtejszą kulturę a bariery językowe zostały przełamane. Spotkał ich zaszczyt brania udziału w kolacji z Burmistrzem, otrzymali tam broszurki na temat rejonu, w którym przebywali. Projekt zakładał udział w biegach przełajowych po zielonych terenach, a że założenia trzeba spełniać – nasi podróżnicy byli w ciągłym ruchu. Jednym z punktów programu było miasto Viana do Castelo, gdzie stanęli oko w oko, a właściwie stopa w stopę, z Atlantykiem. Na szczęście nikomu nie przyszła do głowy kąpiel! Kolejny dzień spędzili w Guimaraes, czyli europejskiej stolicy kultury 2012. Tam poznali odrobinę z bogatej historii tego kraju. Kiedy przyszedł czas na pożegnania nie było łatwo, ale musieli przecież wrócić w mury naszego kochanego liceum! Wyjeżdżali po północy aby zdążyć na lotnisko. Z Porto lecieli do Madrytu, gdzie odbyli „romantyczny” spacer po centrum, ślicznymi uliczkami miasta, każda ze swoim niepowtarzalnym klimatem. Z okien samolotu do Krakowa widać było szczyty Alp doganiające chmury. W Polsce jak to w naszym kraju, spędzili ponad 7 godzin w pociągu do domu. Dobry humor ich jednak nie opuszczał, jednak zmęczenie dawało się we znaki. Przywieźli ze sobą mnóstwo wspomnień, bagaż nowych doświadczeń. Nie mogło też zabraknąć zdjęć i filmików, ale ich treść zapewne pozostanie słodką tajemnicą (a może i nie?) tej odważnej grupy ludzi.